thewheel

rowerOWOblog rowerowy

animalek z miasta Chomęcice k/Poznania
km:12285.43
km teren:439.70
czas:29d 01h 24m
pr. średnia:17.19 km/h
podjazdy:0 m

Moje rowery

Znajomi

Szukaj

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy animalek.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wyprawa na wschód - dzień 8. Trafiliśmy do raju?

Sobota, 13 sierpnia 2016
km:75.17km teren:0.00
czas:04:50km/h:15.55
Kategoria ze zdjęciami, z sakwami, z Michałem, Wschód 2016, 3. 50-100km

Poranek powitał nas deszczem i chłodem, gdy przestało padać poszliśmy do altanki zrobić sobie śniadanko. Nasza gospodyni przyniosła nam kilka ogórków z ogródka oraz poczęstowała pyszną kawą. Poza pogodą było cudownie. Dość mocno wiało, ale dzięki temu namiot nam się suszył. Dowiedzieliśmy się też gdzie jest zamek, a także, że jest teraz własnością prywatną. 

Wyprawa, dzień 8 - ogórki i kawa, pyszności

Zwinęliśmy namiot, zapakowaliśmy wszystko na rowery i wyjechaliśmy, najpóźniej ze wszystkich dni, bo około 11:30. Pojechaliśmy do wspomnianego zamku krzyżackiego

Wyprawa, dzień 8 - zamek w Barcianach

Przy zamku chwilka przerwy, zdjęcie i ruszyliśmy dalej. Nie ociągaliśmy się zbytnio, bo pogoda była cały czas bardzo niepewna. Tego dnia nie było nam po drodze z Green Velo, bo chcieliśmy zobaczyć Wilczy Szaniec w Gierłożu, czyli główną kwaterę Hitlera. Kierowaliśmy się więc na Kętrzyn, do którego mieliśmy prawie 20 kilometrów. Trochę wiało i nie jechało się lekko, Michał wykorzystał okazję i chwilę jechał za ciągnikiem, krzyknął do mnie, żebym też się przyczepiła, ale akurat grzebałam w przedniej torbie w poszukiwaniu aparatu i nie zdążyłam.

Wyprawa, dzień 8 - jazda za darmo

Po pewnym czasie dotarliśmy do miejsca, które już widziałam, 3 lata wcześniej, podczas mojej pierwszej mazurskiej wyprawy (niestety byłam wtedy świeżakiem na bikestats i jej nie opisałam). Trochę się tam zmieniło, tuż obok wiatraku powstało rondo. Nie zatrzymywaliśmy się jednak, zrobiłam tylko zdjęcie z roweru bo zaczęło kropić.

Wyprawa, dzień 8 - wiatrak typu holenderskiego w Starej Różance

Trochę dalej zatrzymaliśmy się i założyliśmy peleryny, bo deszcz zaczął padać mocno.

Wyprawa, dzień 8 - trzeba się ubrać

Kilka następnych kilometrów nie należało do przyjemnych - jechaliśmy w deszczu, aż do Kętrzyna, gdzie zlokalizowaliśmy Biedronkę. Oczywiście wstąpiliśmy na zakupy, peleryny wisiały sobie przy koszykach, a my czekaliśmy na przejaśnienie i ocieplenie. Mieszkańcy Kętrzyna chyba czuli w kościach, że się wypogodzi, bo w prawie każdym koszyku, który wyjeżdżał ze sklepu był węgiel na grilla. Nic w tym jednak dziwnego, w końcu była sobota, a na dodatek trwał już długi weekend.

Wyprawa, dzień 8 - przeczekanie deszczu przy Biedronce

Deszcz padał i padał, a my czekaliśmy i czekaliśmy... Gdy z nieba leciały już tylko niegroźne kropelki, ruszyliśmy dalej, niebawem zza chmur nieśmiało przebiło się słońce.

Wyprawa, dzień 8 - wyjazd z Kętrzyna

Po pięciu kilometrach dojechaliśmy do Gierłoża i naszym oczom ukazał się zatrważający widok. Wzdłuż ulicy zaparkowane samochody, na ulicy stały samochody, przerwy między nimi wypchane motocyklistami i rowerzystami, a w pozostałą przestrzeń wepchnięci piesi. Niestety nic za darmo nie rozdawali... :D

Wyprawa, dzień 8 - coraz bliżej Wilczego Szańca

Miejsce nas nie zachwyciło, wjechaliśmy tam, obejrzeliśmy mapkę i nawet nie liczyliśmy ile musielibyśmy zapłacić za wstęp, nie mówiąc o przewodniku, a nawet (!) parkowaniu roweru... Na terenie jest knajpa, stoliki, parasole - nasuwa się pytanie czy to jeszcze historia czy już tylko komercja...

Wyprawa, dzień 8 - Wilczy Szaniec

Wyprawa, dzień 8 - zabudowania w Wilczym Szańcu

Braliśmy pod uwagę plan, żeby pojechać jeszcze do Pozezdrza (kwatera Himmlera), ale postanowiliśmy go porzucić i nie nadkładać drogi, tylko kierować się z powrotem w stronę GV. Było chłodno, ale jechało się dość dobrze, nie spotkaliśmy niestety żadnego łosia. :)

Wyprawa, dzień 8 - Uwaga łosie!

Momentami droga była idealnie gładka.

Wyprawa, dzień 8 - nowiutki asfalt

Przez jakiś czas miałam pasażera na gapę, przyznam szczerze, że początkowo mnie wystraszył, jak poczułam "coś" na łydce.

Wyprawa, dzień 8 - pasażer na gapę

Po drodze mijaliśmy dużo drzewek owocowych i w końcu skuszona nimi, zerwałam dwa cudownie pachnące jabłka. Oczywiście Michał naśmiewał się ze mnie, że zjem wszystko co znajdę. 

Wyprawa, dzień 8 - upolowane przy drodze jabłka

Pogoda wreszcie okazała się dla nas łaskawa i słońce znów zaczęło pięknie świecić.

Wyprawa, dzień 8 - jest słońce, jest dobrze

Wyprawa, dzień 8 - jezioro Mamry

Dotarliśmy do GV i pięknego MORu, z cudownym widokiem na jezioro Przystań, które łączy się z Mamrami. 

Wyprawa, dzień 8 - MOR - chyba najładniejszy

Tam spotkaliśmy parę rowerzystów, która jechała Green Velo w drugą stronę, pokazali nam atlasy i mapki szlaku, które można dostać w CIT-ach i podobnych miejscach. Spędziliśmy w tym miejscu godzinę, rozwieszone peleryny wyschły, a my posililiśmy się smacznymi bułeczkami. 

Wyprawa, dzień 8 - obiadek

Dalsza droga była specyficzna, prowadziła fajną, równą ścieżką i co kilkaset metrów były tabliczki ile jeszcze do Węgorzewa. W samym mieście ok, najbardziej podobało nam się na przystani.

Wyprawa, dzień 8 - Węgorzewo

Wyjechaliśmy z Węgorzewa, chcieliśmy przejechać jeszcze kilka kilometrów i szukać miejsca na nocleg. 

Wyprawa, dzień 8 - wyjeżdżamy z Węgorzewa

Asfalt się skończył, jechaliśmy drogą gruntową, a później znów po tych szarych kamieniach, już nam znanych z wcześniejszych odcinków. Po drodze jechaliśmy przez las, ale tereny były wilgotne, niezbyt dobre na rozbijanie namiotu. 

Wyprawa, dzień 8 - wilgotne tereny

W pewnym momencie zjechaliśmy ze szlaku, Michał na nawigacji widział drogę, która niedaleko schodzi się z GV, w dodatku była asfaltowa. Asfalt skończył się zaraz za zakrętem i jechaliśmy po piachu, dziurach i kamieniach, w dodatku pod górę. :P

Wyprawa, dzień 8 - na trasie

Dotarliśmy do szlaku, był MOR, obok krzaki, zastanawialiśmy się nawet czy tam nie przenocować. Jednak jakaś parka chyba miała randkę, bo popijali sobie drinki w kieliszkach. Nie chcieliśmy im przeszkadzać. Usłyszeliśmy jakiś hałas w pobliżu i za drzewami dojrzeliśmy mały domek, podjechaliśmy tam i postanowiliśmy zapytać o nocleg w ogródku. Właścicielka zapytała czy tu, czy w ich ogródku koło domu. Gdy dowiedzieli się, że chcemy rozbić namiot, zaproponowali nam nocleg w domku, który latem wynajmowali gościom. Na górze było już nakryte dla kolejnych na następny dzień, ale na dole mogliśmy przespać się jedną noc. Usłyszeliśmy zdanie: "Dobrze Wam z oczu patrzy, więc zrobimy Wam za darmo". Trafiliśmy do raju i otaczały nas anioły. :)

Wyprawa, dzień 8 - mamy nocleg na wypasie

Byłam bardzo zadowolona z propozycji, kolejny dzień był chłodny, więc fajnie było przespać się pod dachem. Początkowo myśleliśmy, że nasi gospodarze wypoczywają na swojej działce i będą tam spali, ale przyjechali tylko przygotować miejsce na przyjazd gości i pojechali do domu. Rano mieliśmy zostawić klucze w umówionym miejscu.

Wyprawa, dzień 8 - w środku

Wyprawa, dzień 8 - WC

Zostaliśmy oczarowani pięknem tego miejsca i jego klimatem. Zakochaliśmy się w nim i z pewnością kiedyś tam wrócimy jeśli będzie taka możliwość.

Wyprawa, dzień 8 - piękny wieczór

Gdybym wiedziała, że tak zakończy się ten dzień, w Węgorzewie wjechalibyśmy do sklepu i w koszyku wylądowało by jakieś wino na wieczór. Ah, jak pięknie... :)

<<< dzień 7.    dzień 9. >>>



Komentarze
Nasze też byłoby pewnie ekspresowe, gdybyśmy się jednak zdecydowali. :D
animalek
- 15:06 wtorek, 14 marca 2017 | linkuj
wykorzystaliśmy metodę Rszper''a w Mamerkach ale szczerze powiem, że było to najszybsze zwiedzanie bunkrów jakie pamiętam ;)
noibasta
- 07:37 poniedziałek, 6 marca 2017 | linkuj
rszper - każdy ma swoje sposoby ;)

Kot - dziewiątego dnia będzie epizod z grzybami ;)
animalek
- 19:16 niedziela, 26 lutego 2017 | linkuj
Jabłuszka! Też bardzo często na wyjazdach zrywam owoce. Były już jabłka, dzikie czereśnie, mirabelki. Może kiedyś pójdę o krok dalej i jak pojadę pod namiot jesienią, to do kolacji nazbieram grzybów :)
Kot
- 18:43 niedziela, 26 lutego 2017 | linkuj
z tego co pamiętam my nasze (rowery wraz z całym dobytkiem) postawiliśmy przy kasie i jak zwykle zresztą poprosiliśmy żeby pan czy pani w okienku rzucili okiem - stara, niezawodna metoda!
rszper
- 14:11 niedziela, 26 lutego 2017 | linkuj
Nie wykluczamy zwiedzenia go w przyszłości, przy okazji nierowerowej wycieczki, na wyprawie nie zostawiamy nigdzie rowerów :)
animalek
- 11:46 niedziela, 26 lutego 2017 | linkuj
szkoda, Wilczy Szaniec jest wart obejrzenia, trzeba się tylko przygotować na ostre rżnięcie komarów;) a cena cóż - wakacje zawsze wiążą się z kosztami...
rszper
- 11:40 niedziela, 26 lutego 2017 | linkuj
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa luzla
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]